Deweloperzy na krawędzi

Rząd zapewnia “Przetrwaliśmy kryzys, a gospodarka jest pod kontrolą”. Media informują, że wkrótce polska gospodarka przegoni niemiecką. Minister finansów zapewnia, że wszyscy pokochali i zapragnęli złotego. W lipcu wykonamy całość deficytu zakładanego na ten rok na poziomie 52 mld zł. Później podobno będzie tylko lepiej. Kto tego nie rozumie, ten wyginie ponoć jak dinozaury.

Tylko czy przed dinozaurami nie wyginą też deweloperzy. Czy katastrofa – wcale nie ta z przestworzy – nie uderzy przypadkiem w sektor budowlano-montażowy i deweloperkę wraz z rozwojem zjawisk kryzysowych i cięciami wydatków. Według prof. W. Orłowskiego sytuacja gospodarcza Polski jest bardzo dobra, a w zeszłym roku nastąpił cud, że w taki sposób przeszliśmy kryzys. W tym roku ponoć możemy uważać, że jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji. Na poważnie, to prawdziwe problemy z kryzysem dopiero będziemy mieli. Polskie społeczeństwo w sposób niespotykany w dzisiejszym świecie daje się uwodzić hipnotyzerskim seansom błogiego nastroju, ułudzie dobrobytu, optymizmowi mediów. Tyle że parę „drobiazgów” powinno co bardziej rozgarniętym jeżyć włosy na głowie. Wszystko wskazuje na to, że gigantyczne problemy nas dopiero czekają, zwłaszcza w związku z deficytem budżetowym, dochodami podatkowymi, długiem publicznym Skarbu Państwa, który w tym roku osiągnie poziom 750 mld zł, zadłużeniem samorządów, które już osiągnęło poziom 40 mld zł czy bezrobociem na poziomie 13 proc., nie mówiąc już o rosnących kosztach obsługi długu wewnętrznego i zagranicznego czy problemami z systemem emerytalnym, zwłaszcza problemami ZUS-u.

Do czerwca wykonamy blisko 80 do 90 proc. zakładanego na cały 2010 r. deficytu budżetowego. Realnie więc deficyt budżetowy wyniesie nie 52 mld zł, ale ok. 100 mld zł. Banki odpisały rezerwy na kredyty utracone i zagrożone za ubiegły rok w skali 12 mld zł. W 2010 r. ten proces będzie trwał dalej. Środków do windykacji w 2009 r. było 11 mld, a w 2010 r. będzie już około 15 mld zł. Długi przedsiębiorstw i gospodarstw domowych zagrożonych to już blisko 50 mld zł. Mimo że odtrąbiono już u nas koniec kryzysu, wiele zjawisk gospodarczych w sferze finansów publicznych świadczy o dopiero wzbierających falach tsunami. Rośnie bezrobocie, słabnie akcja kredytowa dla przedsiębiorstw, pęcznieją kredyty utracone, zwłaszcza w segmencie kredytów ratalnych, gotówkowych i konsumenckich – to już blisko 25 mld zł.

Kto wyginie pierwszy – dinozaury czy deweloperzy

Bardzo poważnie zaczyna wyglądać sytuacja w branży deweloperskiej i budowlano-montażowej – tu spadek produkcji w I kw. 2010 r. wyniósł 25 proc. Deweloperzy mogą sami nie udźwignąć problemów. Mają coraz większe straty i niewielkie szanse na nowe kredyty oraz wyraźnie widoczny spadek popytu. Długi i kredyty deweloperów w Polsce to znacząca kwota – z pewnością sporo ponad 25 mld zł, banki nie podają dokładnej wielkości. Tylko jeden, nie największy bank BZW BK udzielił kredytów deweloperom na astronomiczną kwotę 13 mld zł. Czy może liczyć na regularne spłaty, gdy po I kw. 2010 r. oddano do użytku aż o 35 proc. mniej mieszkań niż w 2009 r. W styczniu 2010 r. ten spadek wyniósł ok. 50 proc., liczba rozpoczynanych budów spadła o ponad. 10 proc., zaś liczba pozwoleń na budowę spadła w I kw. 2010 r. o 25 proc.

Lawinowo przybywa bankrutów. W 2009 r. upadło ponad 700 firm, zaś druga fala upadłości w Polsce dopiero się zaczyna. Mniejsze są zamówienia, firmy mniej zarabiają, mają problemy z płynnością, rosną zatory płatnicze, które dotknęły blisko 10 tys. firm, w tym dużą grupę deweloperów, zwłaszcza tych mniejszych. Rosną zaległości firm wobec ZUS-u. Deweloperzy mogą być tą miną z opóźnionym zapłonem lub kamyczkiem, który uruchomi lawinę. Na razie winę zwala się na ostrą zimę i na kryzys, którego jeszcze tak naprawdę nie było. W tej branży kredytów zagrożonych może gwałtownie przybyć. Na razie deweloperzy ratują się wyprzedając co cenniejsze grunty i nieruchomości, ale i tu zbyt wielu chętnych nie ma. Wielu próbuje ponownych renegocjacji z bankami, zwalnia pracowników, tnie koszty, próbuje restrukturyzować swoje zadłużenie, obniża marże do normalnych europejskich poziomów, choć jeszcze z wielkimi oporami.